Tuesday, 4 January 2011

.:Zach Galifianakis: 20 Q:.

Let's begin! 
Na dobry początek tłumaczenie wywiadu  z nietuzinkowym brodaczem znanym w Polsce z filmowego hitu "Kac Vegas" - Zachiem Galifianakisem. Wywiad wzięty z amerykańskiego Playboy'a (11/2010), przeprowadzony przez Erica Spitznagela.
Enjoy!!
   ---
Tekst: Eric Spitznagel/ Krystian Iwaniuk

20 pytań do…
Zacha Galifianakisa

Amerykański komik opowie nam m.in. o tym, co  naprawdę go mierzi: że jego palce są za grube by pisać smsy, publiczność potrafi dać mu w kość, komputery go drażnią – i nawet nie zaczynajcie z nim rozmowy o hipstersach i ich wąskich jeansach.

1) PLAYBOY: Najnowszy film w którym występujesz, Zanim odejdą wody,  opowiada o dwóch nieznajomych, którzy wybrali się w podróż do Los Angeles. Czy miałeś jakieś własne doświadczenia życiowe, które mogłeś w nim wykorzystać?
GALIFIANAKIS: Parę razy podróżowałem z Nowego Jorku do Kalifornii tam i z powrotem. Kiedy pierwszy raz wyprowadzałem się do Kalifornii, spakowałem do vana cały mój dobytek: globus, materac i plakat Gorbaczowa. Następnie wraz z moimi przyjaciółmi, Lisą i Bobbym, udaliśmy się w ponad 4, 400 kilometrową podróż przez krainę obfitości,  zmierzając ku krainie mlekiem i miodem płynącej. Na studiach także podróżowałem, łapałem stopa trzymając znak z napisem „NIE MAM BRONI”. Ludzie musieli naprawdę lubić ten znak, ponieważ często ktoś się zatrzymywał.
2) PLAYBOY: W Zanim wody odejdą grasz naiwnego, egocentrycznego faceta, marzącego o karierze aktorskiej. Czy tak z grubsza wygląda prawda o większości aktorów?
 GALIFIANAKIS: Nie bardzo. W tym biznesie jesteś produktem, więc egocentryzm staje się częścią tej pracy. Jest bardzo wielu naiwnych ludzi w aktorskim świecie, liczących na to, że pewnego dnia tuż za rogiem zatrzyma się przed nimi limuzyna, opuści się szyba i głos ze środka powie im: „Wskakuj, dzieciaku. Jesteś idealny”. Wszyscy mają właśnie taką mentalność, nawet uczestnicy tych gównianych reality show.
3) PLAYBOY: Początkowo chciałeś zostać aktorem, jeszcze zanim zdecydowałeś się na karierę  stand-uppera. Co w ogóle spowodowało, że jednak wybrałeś stand-up?
GALIFIANAKIS: Nie znalazłem żadnych zajęć aktorskich w Nowym Jorku, które by mnie usatysfakcjonowały. Drażniły mnie te zajęcia, głównie z powodu powagi większości uczestników.  Pewnego razu spotkałem w barze osobę, która powiedziała mi, że powinienem spróbować stand-upu. Mój pierwszy występ odbył się na tyłach małej knajpy z hamburgerami. Jak tylko zszedłem ze sceny,  wiedziałem, że to będzie właśnie moja droga.
W Zanim odejdą wody wraz z R. Downeyem Jr i Sonnym

4) PLAYBOY: W Zanim odejdą wody znajduje się dosyć obrzydliwa scena, w której ty i twój piesek Sonny razem się masturbujecie. Czy można to uznać za twoją pierwszą, oficjalną scenę miłosną?
GALIFIANAKIS: Tak mi się wydaję. Szczerze mówiąc, jestem zbyt wielkim snobem, by przyznać, że chciałbym zobaczyć tę scenę w filmie. Nie lubię jakichkolwiek scen miłosnych w filmach. Lecz jest ona moją pierwszą, więc nie mogę doczekać się reakcji ludzi. Czy jest to kino wysokie? Nie. Czy Lassie by to zrobiła? Nie. Ale reżyser, Todd Phillips, lubi być nowatorski.
5) PLAYBOY: A co ze starą aktorską zasadą mówiącą, by nie grać z dziećmi lub zwierzętami, bo mogą cię przyćmić?
GALIFIANAKIS: Przeprowadziłem wiele rozmów z Sonnym na ten właśnie temat. Jest buldogiem francuskim, więc jego angielski nie jest zbyt dobry, jednak udało nam się osiągnąć kompromis.
6) PLAYBOY: Kiedyś stwierdziłeś, że zacząłeś odnosić większe sukcesy po tym jak przybrałeś na wadze. Naprawdę myślisz, że te dwie rzeczy mają jakikolwiek związek?
GALIFIANAKIS: Nie, po prostu starałem się zabłysnąć. Tęsknie za czasami, gdy byłem lżejszy. Chcę wrócić do tamtego stanu. Mam tak grube palce, że ledwie mogę pisać smsy .
7) PLAYBOY: Ile jeszcze musisz przybrać na wadze by zdobyć Oscara?
GALIFIANAKIS: Ja? Kilogram.


8) PLAYBOY: Broda stała się częścią twojego publicznego wizerunku. Co zainspirowało cię do tego, by w ogóle ją zapuścić?
GALIFIANAKIS: Mam znamię w kształcie znaku zapytania... Nie no, po prostu nie jestem aż takim lalusiem. Kąpię się często, ale jeżeli chodzi o czas spędzony przed lustrem to… Po prostu nie lubię luster. Staram się podcinać tę staruchę raz do roku. Ludzie robią tak wielkie halo z powodu mojej brody, że aż mnie to dziwi.
9) PLAYBOY: Twoje stand-upowe wcielenie ma wybuchowy temperament. Jesteś znany z tego, że potrafisz zwymyślać publiczność, atakując ją, gdy ci przerywa lub nie uważa. Jest to zainscenizowane, czy faktycznie jesteś w gorącej wodzie kąpany?
GALIFIANAKIS: Mam w sobie zdrową pogardę wobec grubiańskich ludzi. Zostałem dobrze wychowany, więc gdy ktoś nie szanuje ludzi go otaczających, zasługuje na bycie ośmieszonym w obecności tysiąca świadków. Nie jestem wybuchowy, ale szybkie popadanie w złość wydaje mi się całkiem zabawne i mam prawo je wykorzystywać w moich występach. Ale musi to być naturalne.
10) PLAYBOY: Do niedawna często żartowałeś z tego, jak jesteś nierozpoznawalny. Czy teraz, mając już parę filmowych hitów za pasem, cieszysz się z bycia osobą rozpoznawalną?
GALIFIANAKIS: Zupełnie mi się to nie podoba. Nie czuję się z tym dobrze. Niedawno byłem w pewnej wymyślnej hinduskiej restauracji na Manhattanie, gdzie dzieciaki po kryjomu robiły mi zdjęcia swoimi telefonami. Pokazałem im środkowy palec, a oni autentycznie się przestraszyli. Źle się z tym czułem. Starałem się być tylko zabawny, a skończyłem, raniąc ich uczucia. Potem podszedłem do nich i przeprosiłem.
 11) PLAYBOY: Twoje nazwisko nie należy do najkrótszych. Czy kiedy dorastałeś, miałeś jakieś techniki mnemotechniczne, ułatwiające zapamiętanie jego pisowni?
GALIFIANAKIS: Tak. W Ulicy sezamkowej była taka piosenka pod tytułem „Piknik Biedronki”, gdzie liczono do 12. Moje nazwisko ma 12 liter, więc moja mama zamieniła liczby na litery. I takim oto sposobem będąc dziećmi, tego się uczyliśmy.
12) PLAYBOY:  Dorastałeś w Wilkesboro, w Północnej Karolinie, którego populacja wynosi tylko parę tysięcy mieszkańców. Czy czułeś się jakbyś dorastał w Mayberry? (fikcyjne, stereotypowe miasteczko będące miejscem akcji sitcomu The Andy Griffith Show – przyp. tłum.)
GALIFIANAKIS: Cóż, pan, który gwizdał główny motyw The Andy Griffith Show raz zjawił się w mojej podstawówce. Gwizdał przez godzinę. Tylko i wyłącznie. Chodził do pracy bez żadnych narzędzi, walizek, czy stroju roboczego. Potrzebował jedynie swoich ust. Tak zarabiał na życie – gwiżdżąc. Pamiętam, jaki czułem wobec niego podziw. Miał na mnie naprawdę wielki wpływ.
13) PLAYBOY: Miałeś wiele wyjątkowych i dziwacznych prac. Od pomocnika kelnera w klubie ze striptizem po bycie nianią. Jeżeli kiedykolwiek zrezygnujesz z pracy komika, to do której z poprzednich prac najchętniej byś wrócił?
GALIFIANAKIS: Nie byłem dobry w żadnej z nich. Gardzę klubami ze striptizem, a bycie nianią bywa frustrujące, szczególnie gdy dzieciaki mogą zbić cię na kwaśne jabłko. Jeżeli kiedyś to wszystko się skończy, chciałbym napadać na pociągi. A na pewno się skończy.
14) PLAYBOY: Pracowałeś również jako kelner w restauracji drag queen. Jak się prezentujesz w sukni?
GALIFIANAKIS: Byłem jedynym facetem, który nie musiał przebierać się za kobietę. Jednak drag queens nie przepadali za mną. Zawsze uważałem, że sposób w jaki się ubierają jest taki ordynarny. Wydaje mi się, że drag queens często kpią z kobiet. Nigdy w życiu nie sądziłem, że to powiem, ale w końcu to zrobiłem.
15) PLAYBOY: W skeczach grasz czasami nauczyciela aktorstwa, Tairy’ego Greene’a, dającego swym studentom surrealistyczne i bezużyteczne rady. Jaka jest twoja najlepsza i najgorsza rada dla aspirujących komików?
GALIFIANAKIS:  Jestem okropny w dawaniu rad.  Parę dni temu powiedziałem komuś, że powinien zainwestować w firmę Von Dutch, która produkuje czapki „tirówki”. Mimo to, moja najlepsza rada to po prostu wychodź na scenę, najczęściej jak tylko możesz. A moją najgorszą radą jest to, byś zawsze się mnie słuchał.


16) PLAYBOY: Ochraniacz na genitalia, który nosiłeś w jednej z początkowych scen Kac Vegas uzyskał już status kultowy. Istnieje szansa, że wyląduje on kiedyś na aukcji na eBayu?
GALIFIANAKIS: EBay? Chyba miałeś na myśli instytut Smithsona (największy na świecie kompleks muzeów oraz ośrodków badawczych – przyp. tłum.). Nie wystawia się dzieł o historycznej wartości, jak ten ochraniacz, na aukcje na eBayu.. Nie, nie mam już tego ochraniacza. Wydaję mi się, że podarowałem go swojej stryjecznej babci na Boże Narodzenie.
17) PLAYBOY: Przez większość Kac Vegas nosiłeś malutkiego Bjorna w nosidełku, i od premiery filmu sprzedaż tychże produktów zanotowała ogromny skok. Jeśli mógłbyś zainspirować kolejny kulturowy lub konsumpcyjny trend, co by to było?
GALIFIANAKIS: Sufitowy wiatrak do samochodu.
18) PLAYBOY: Gdy prowadziłeś Saturday Night Live wspomniałeś w monologu, jak bardzo nienawidzisz brooklyńskich hipstersów. Ale ty sam jesteś w jakiś sensie uznawany za komika-hipstersa. Czy jesteś przepełniony samo-wstrętem?
GALIFIANAKIS: Nie jestem pewien kim są hipstersi, ale jeżeli jestem jednym z nich, to wiem, że ich nie lubię. Zawsze myślałem, że hipstersi to ludzie w wąskich jeansach, z funduszami powierniczymi i wątłymi ciałkami, którzy ciągle gadają o galeriach sztuki, o których w życiu nie słyszałem. Widuję ich w moim sąsiedztwie i są aż nazbyt cool. Spróbuj powiedzieć im „dzień dobry”... Kiedy ktoś na ulicy powie mi „dzień dobry”, kocham to.

19) PLAYBOY: Podczas swoich występów czasami akompaniujesz sobie na pianinie. Czy jest to twój  wentyl bezpieczeństwa?
GALIFIANAKIS: Myślę, że pianino stało się takim wentylem, ale potem stało się czymś zbyt ograniczającym. Nie gram tak często jak kiedyś. Tak naprawdę nawet nie umiem grać na pianinie. Wymyślam to na poczekaniu.
20) PLAYBOY: Rzekomo nie znosisz technologii, w szczególności telefonów, ponieważ nie lubisz być zbyt łatwo osiągalny. Czy próbujesz się stać J. D. Salingerem komedii?
GALIFIANAKIS: Wiszę na telefonie praktycznie cały czas. Lecz w Północnej Karolinie, skąd pochodzę, od czasu do czasu nie ma zasięgu, a w domu nie mamy możliwości prowadzenia rozmów międzystanowych. To sprawia, że czujesz się wolny. Nigdy się na to nie odważę, lecz naprawdę bardzo bym chciał pozbyć się mojego komputera.

No comments:

Post a Comment