Friday, 7 January 2011

.:Wywiad z Davidem Lynchem:.

Witam ponownie.
     Dziś zapraszam do lektury kolejnego wywiadu, tym razem z człowiekiem o wielu talentach i niesamowitej wyobraźni - Davidem Lynchem.
Wywiad zaczerpnięty ze strony Guardian'a i można znaleźć go tutaj
Bon Appétit!
---
Tekst oryg.: Gareth Grundy. Tłum: Krystian Iwaniuk

David Lynch: "Nie jestem muzykiem, ale kocham tworzyć muzykę. To powalające uczucie."


Rozmowa z jednym z najlepszych reżyserów o jego singlu, serialu Mad Men, Wikileaks i o tym, co chciałby dostać na święta.

Od jakiegoś czasu tworzy pan muzykę, ale jak to się stało, że wydaje pan swój nowy singiel, „Good Day Today” w małej brytyjskiej wytwórni Sunday Best, zajmującej się muzyką dance?

Dziwny jest ten świat. Mój agent puścił ten utwór Jasonowi Bentleyowi, DJowi radia KCRW. Potem Jason zagrał ten utwór na Ibizie, gdzie Ben Turner i Rob da Bank z wytwórni Sunday Best usłyszeli go i im się spodobał. To miłe, gdy tego rodzaju rzeczy zdarzają się zupełnie przez przypadek. Nie jestem muzykiem, ale kocham tworzyć muzykę. To powalające uczucie.

Czy jest pan pewnym siebie wokalistą? Jak się pan czuje ze swoim głosem?

Nie czuję się z nim zbyt dobrze. Nie jestem prawdziwym wokalistą, lecz mój głos pełni funkcję kolejnego instrumentu. Można go ulepszać, manipulować nim na tak wiele sposobów. Obawiałem się nagrań, ale w studiu całe to napięcie minęło. Nie chciałbym występować na żywo… Co śpiewam pod prysznicem? Nie kąpię się zbyt często.
Jaki jest pana ulubiony utwór?
Uwielbiam „Song to the Siren” This Mortal Coil. Ten utwór coś ze mną robi, to pewne. Tak naprawdę to chciałem go wykorzystać w Blue Velvet, lecz nie udało mi się uzyskać pozwolenia na czas. Ale w końcu pojawił się w Zagubionej autostradzie.
Z kim panu się najlepiej pracuje – aktorami czy muzykami?
Muzycy są prawdopodobnie bardziej rozrywkowi, ale jest między nimi wiele podobieństw. Gdy muzycy grają razem, osiągają wyjątkowy stan euforii. Zupełna radość, podczas której może pojawić się magia. Poczułem ją osobiście. Plan filmowy jest o wiele wolniejszy – jest w nim o wiele więcej szczegółów, jednak wciąż możesz osiągnąć tę szaloną euforię.
Maluje pan, fotografuje, jak również tworzy muzykę i filmy. Czy oznacza to, że łatwo się pan nudzi, bądź rozprasza?
Oznacza to tyle, że jeżeli budzisz się rano z pomysłem na obraz, to go malujesz. Tak samo jest z muzyką. Robisz to, co cię nakręca. Pracuję właśnie nad obrazem, ale jeśli miałbym trzymać się jednej formy, wybrałbym film, ponieważ łączy on elementy wszystkich wymienionych. Musisz stworzyć do niego muzykę, zrobić parę zdjęć, trochę obrazów, tego rodzaju rzeczy.
Czasami umieszcza pan informacje na tweeterze o meblach swojej roboty. Jaką ostatnio rzecz pan stworzył?
Gablotę z czterema szufladami i trzema przegrodami. Zrobiłem ją z daglezji, półcalowej sklejki i zimnowalcowanej blachy. W marcu w Los Angeles będę miał wystawę prezentującą zarówno meble, jak i obrazy. Tworzenie rzeczy daje mi niesłychaną frajdę. Kiedy dorastałem, ojciec prowadził zakład stolarski, w którym cały czas pomagałem mu w tworzeniu różnych rzeczy. Kocham zapach  sosny – piłowanie jej wprowadza mnie w krainę marzeń.
Jest pan również znawcą nowinek technologicznych. Odważyłby się pan na wypuszczenie swego filmu wyłącznie na swojej stronie internetowej?
Właśnie w tym kierunku to wszystko zmierza – ściąganie i nic ponadto. Lecz nie ma znaczenia w jaki sposób ludzie wejdą w posiadanie filmu. Dopóty, dopóki będą w stanie zobaczyć go w odpowiedni sposób, będzie on wciąż piękny. Jeżeli będą w stanie go obejrzeć na dużym ekranie, z przyciemnionymi światłami, dobrym nagłośnieniem, to będą mieli wciąż szansę, aby wejść w inny świat. Niektóre filmy, w odróżnieniu od innych, lepiej ogląda się na małych ekranach, ale jeśli obejrzałeś  2001: Odyseję kosmiczną na telefonie, to jest to najżałośniejszy z możliwych żartów.
Co pan sądzi o Wikileaks?
Koniec końców to dobra rzecz. Zmusza ludzi do szczerości i wskazuje oszustów. Wydaje mi się, że prowadzi do zmian na lepsze.
W 2010 obchodziliśmy 20. rocznicę pańskiego serialu Twin Peaks. Jak pan myśli, jaki był jego wpływ na telewizję?
Niektórzy uważają, że miał wielki wpływ, ale jak wielki, to musiałby pan ich spytać. Ja po prostu kocham świat Twin Peaks i byłem zarówno bardzo szczęśliwy, jak i zaskoczony kiedy, sobie poradził.



A jakie inne seriale ostatnio panu się spodobały?
 Uwielbiam Mad Men i właściwie znam Dona Drapera i Peggy Olson osobiście. Lubię w nim wszystko – scenariusz, reżyserię, aktorstwo. Jego własny, wspaniały świat ze wspaniałymi postaciami. Każdy program powinien być właśnie taki.
Jest pan znany ze swej miłości do kawy i regularnej medytacji. Która z nich jest lepsza na poranne obudzenie – kawa czy medytacja?

Obie. Najpierw pijesz filiżankę kawy, a następnie medytujesz.

Zaczął pan medytować 1 lipca 1973 roku. Jak się pan czuł 2 lipca?

Świetnie, a 3 lipca jeszcze lepiej. Medytuję dwa razy dziennie od 37 lat i jeszcze nigdy nie opuściłem żadnej sesji, ani jednej. Pomogły mi uporać się z mym gniewem. W tym rzecz, że niektórzy artyści sądzą, iż potrzebują tego całego gniewu – i ja byłem jednym z nich. Jest to mylny pogląd. Negatywność zabija kreatywność. Absorbuje umysł i sprawia, że czujesz się nieszczęśliwy. Pójdźmy analogicznie o krok dalej – jeżeli z bólu pęka ci głowa, wymiotujesz i masz rozwolnienie, to ile pracy zdołasz wykonać? I jak bardzo będziesz ją lubić? Artysta nie musi cierpieć, by pokazać cierpienie.

Został pan wychowany jako prezbiterianin. Czy wciąż wierzy pan w Boga?

Oczywiście. Medytacja uczyniła mą wiarę chyba jeszcze silniejszą.

Jakie będą święta w domu Lynchów?

Radosne. W prezencie chciałbym otrzymać piłę.
Małą piłę tarczową marki Inca.

No comments:

Post a Comment