Tuesday, 11 January 2011

.:Born to be Wylde:.

Tym razem moi Drodzy z okazji zbliżającego się koncertu Black Label Society w Polsce, mam dla Was tłumaczenie masywnego wywiadu z "bogiem gitary", byłym gitarzysta Ozziego oraz głównym dowodząc ww. kapeli - Zakkiem Wyldem. Zakk opowie nam m.in. o swojej filozofii, dziwkach, teledysku do utworu Overlord, kokainie, ćwiczeniach Keglach i wieeelu innych interesujących sprawach.
Tekst orygianały możecie znaleźć TUTAJ.
*Uwaga: tekst zawiera język niecenzuralny*
Enjoy!
Podziękowania dla mej  Emilii za "upłynnienie" tego tekstu ;] 
---

Tłumaczenie: Krystian Iwaniuk. Tekst oryg.: Kim Thore

.:Wywiad z Zakkiem Wyldem:.


Witaj Zakk. Dzięki, że znalazłeś czas na rozmowę z nami. Domyślam się, że jest to pracowity czas dla ciebie.

No cóż, z tymi moimi wszystkimi ćwiczeniami Kegla i chodzeniem na zajęcia pilates, postaramy się ruszyć z tym wszystkim najszybciej, jak się da.

Jak wiadomo wydaliście nowy album, ruszacie w trasę itd. Powiedz naszym czytelnikom czego mogą się spodziewać po BLS skoro już działasz na pełnych obrotach?

Pomijając ćwiczenia Kegla i pilates… (śmiech) Nasze dążenie do globalnej dominacji ma się bardzo dobrze. Zaczynając od tego, że nasza Black Label’owa rodzina nieustannie się powiększa i staje się coraz bardziej samodzielna – singiel był czwarty na liście Billboardu i numerem jeden na listach przebojów – kończąc na tym, że z każdym dniem coraz bardziej przypominam Johnny’ego Depp’a i Brada Pitta (śmiech). Niszczycielskiej siły jaką jest Black Label nie można powstrzymać!

Opowiedz nam o ostatniej trasie „Berzerkus Tour”.

Dzięki zgromadzeniom kościoła Black Label czujemy się jak na jednym, wielkim spotkaniu rodzinnym – taka domowa kapela. Zawsze mamy niezły ubaw. Sam fakt, że graliśmy z Children of Bodom, Clutch… To było niczym jedno, cholerne braterstwo na trasie, bawiliśmy się świetnie. Dobrze było znów ich wszystkich zobaczyć.

Tak się składa, że dziś wypadają urodziny Księcia Ciemności, Ozziego Osbourne’a, więc mamy do ciebie związane z tym pytanie… To on w zasadzie dał ci imię Zakka Wylde’a, a następnie po dwudziestu-paru latach zdecydował się na zastąpienie cię nowym gitarzystą. I jak dotąd nie widać między wami żadnych animozji – jak to się dzieje? Wielu ludzi, będąc na twoim miejscu, nie zachowałoby się tak kurtuazyjnie…

To wszystko ściema, tak naprawdę to ja nienawidzę jego, a on nienawidzi mnie… (śmiech) A tak poważnie, to Mamuśkę (Sharon Osbourne – przyp tłum.) i Oz’a kocham jak własnych rodziców. Oz jest dla mnie jak starszy brat i najlepszy przyjaciel. Niczym ojciec, mentor i w ogóle.. Kocham go. Więc nieważne czy Oz powiedziałby mi “Zakk, robię przerwę na trochę i potem kończę to wszystko”, i tak potem wsparłbym go jakiegokolwiek dnia i w jaki tylko sposób by chciał, cokolwiek muzycznie chciałby zrobić. „Nagram gitarę, solówki, tylko powiedz kiedy mam się zjawić.” Tak to właśnie wygląda z Oz’em… Jak z szefem. Nasze relacje to o wiele więcej niż muzyka. Jest ojcem chrzestnym mojego syna i zawsze był wobec mnie szczery. I nawet wtedy, gdy byliśmy na trasie „No More Tours” wraz z Alice in Chains, byliśmy wszyscy kumplami. Lecz bez Oz’a Mike nie grałby w AiC, ja nie miałbym Black Label, rozumiesz? Te wszystkie niesamowite rzeczy i te wszystkie boczne projekty, które Oz przeżył i stworzył.. To po prostu kwestia bycia wdzięcznym za to, co dostałeś. Rozmawiałem z Oz’em całkiem niedawno, dziś też do niego przedzwonię i złożę mu życzenia. I tak jak z Gusem, rodzina Black Label życzy mu jak najlepiej, i pragnie by czynił jak najlepiej. Wszystko jest w porządku, a niby czemu miałoby nie być? Bez Oz’a nie byłoby Zakk’a Wylde’a czy BLS, sygnowanych gitar, wzmacniaczy, strun, efektów gitarowych, i nie byłoby albumu zdobywającego czwarte miejsce na liście sprzedaży. I całego tego gówna, które temu towarzyszy. Z Oz’em, który nie dał mi szansy na pierwszym miejscu.

Skoro mowa o wzmacniaczach, strunach i efektach… Czy istnieje jakiś produkt, którego nie sygnujesz swoim imieniem? W tym momencie mógłbyś umieścić logo BLS na macie do jogi!

(Tłumiąc śmiech) Wszystkie te produkty są świetnej jakości. Ale możliwe, że będziemy musieli rozszerzyć naszą działalność na jakieś produkty związane z pilates czy Keglem. A widząc logo BLS, wiesz, że dostajesz produkt wysokiej jakości. Najwyższa półka (śmiech).

Brałeś udział w pisaniu muzyki i nagrywaniu gitar do albumu Ozziego No More Tears, na który Lemmy [Kilmister, z Motörhead] napisał teksty do 4 utworów. Moim zdaniem jest to album, dzięki któremu Ozzy wraca z powrotem do czołówki, i przy okazji zyskuje rzesze nowych fanów. Skąd czerpiesz inspirację, by pisać kolejne piosenki? I czy łatwiej jest tworzyć dla BLS, czy innego artysty?

 Każda piosenka, jak to zwykle mawiam, jest dobrym Panem, darem od Boga. On jest DJ’em i to tylko kwestia znalezienia odpowiedniej stacji, by dostać właściwe piosenki. A potem tylko: „dzięki za nie Stary”. Inspiruje mnie wszystko – usłyszę Heart of Gold w radiu i gdy wrócę do domu, nagrywam piosenkę właśnie w jej stylu. Inne piosenki, inni muzycy też mogą być inspiracją. To wszystko jest wokół nas… I to jest właśnie piękne w muzyce. Jest po prostu nieskończona. Absolutnie nieskończona. Jak z Paulem McCartneyem, gdy odszedł z Beatlesów; pomyślałem: “raczej już nigdy nie nagra dobrej piosenki”, a tu bam! Powstaje zespół Wings. Widzisz, to wszystko jest szalone, wychodzi coraz więcej muzyki.. Nie widać końca.

Kiedyś wspomniałeś, mówiąc o Black Label Society, że czerń i biel, których używacie, nie są bez znaczenia. Nie ma żadnych szarych wydań. Życie jest czarne lub białe. Nie ma nic pomiędzy. Jednak wielu ludzi wierzy w „szarość”, więc jak tę dwukolorowość stosujesz we własnej filozofii życia?

Tak, taka jest właśnie nasza filozofia.  Mamy taki żart, nazywa się „psychiatra w BLS”, taka mentalność musztrującego sierżanta. Jak ten koleś z reklamy Geico. Czy taki sierżant byłby okropnym psychiatrą? „Wiesz co czyni mnie smutnym”, na co on: „Znajdź w sobie trochę cholernego szacunku mazgaju!”

„Szare” problemy, zawsze będą się pojawiać. Wiesz, może zdarzyć się tak, że  będąc w trasie, obudzisz się z rana i widzisz, że złapałeś kapcia. A musimy jeszcze dojechać na koncert i kupić piwo dla wszystkich, bo później dostaniemy trzy kulki gdzieś po drodze do monopolowego. Naprawiamy oponę, a tu okazuję się, że na tyłach naszego busa żona Joe’a ma dzieciaka. Ale wiesz co? Nikogo nie obchodzą tego rodzaju sprawy. Ma być wznosząca się kurtyna i BLS wkraczające na scenę o 21. Więc co z tym całym gównem pomiędzy? Nie chcę o nim do cholery słyszeć. To wszystko byłoby idealnym odcinkiem Kronik Seinfelda, ale to, co w tym jest najważniejsze, to właśnie wyjście na scenę. Takie jest  życie. Nikogo nie obchodzą żadne wymówki czy inne gówno.

BLS nie jest już tylko zespołem. Zrobiłeś z niego styl życia, markę, społeczność… Wziąłeś coś, co mogłoby być niezłym podejściem marketingowym i uczyniłeś z tego ruch. Czy miałeś jakiś plan, czy po prostu stało się to naturalnie? Jaki wpływ na to miało odstawienie alkoholu?

Cóż, wszystko wyglądało tak, że zawsze piliśmy i dobrze się bawiliśmy. Jednak od zawsze działamy według starego, dobrego motta: Get It Fucking Done… A tu lekarz mówi ci, że masz zakrzepy… I nie ma już picia, kończysz z tym, ot tak… Załatwione. I nie muszę wydawać 20 tysięcy dolców na odwyk, gdzie ktoś mi mówi rzeczy, które już wiem. Chcesz dobrze grać na gitarze, to ćwiczysz, chcesz mi za to zapłacić 20 tysięcy, biorę kasę i uczę cię wszystkiego, co musisz wiedzieć. Uczę cię skal, pokazuję ci jak zagrać Stairway to Heaven. Ale musisz ćwiczyć, nie zrobię tego za ciebie. Pewne rzeczy w życiu musisz zrobić sam. Ja ich za ciebie nie zrobię. Nie mogę też trzymać cię za jaja i podcierać ci tyłka, czy robić innego rodzaju cukierkowe gówno.  Nie mogę… Musisz sam robić własne gówno, i POWINIENEŚ CHCIEĆ samemu je robić, rozumiesz o co mi chodzi? Mam dzieci. Ludzie często pytają „Och Zakk, jak je wychowujesz? Jak robisz to, tamto…” Moje dzieci wychodzą na ulicę i widzą rzeczy, o których inne dzieciaki tylko czytały. Lecz z drugiej strony, są to indywidualne jednostki i poradzą sobie same… Kwestia kim chcesz być... Czy chcesz być w stanie srać samemu.
            A jeżeli chodzi o trzeźwość, to nigdy się nie nawaliłem, gdy nagrywaliśmy którykolwiek z albumów czy przy podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji. Wiadomo, możesz gadać o czymś, siedząc sobie nocą zalany w pubie i np. mówić: „stary, to będzie świetne” i potem wyjść  z 10 pomysłami. Może ze dwa z nich będą w miarę w porządku i będzie można nad nimi popracować, ale reszta będzie rodzaju „co my do kurwy sobie wyobrażaliśmy?!”. Co zabawne, zawsze gdy nagrywałem swoje ścieżki, byłem trzeźwy jak niemowlę, żeby móc dopilnować wszystkiego jak należy. W każdym bądź razie, wypicie paru piw to jedna rzecz, ale nie siedziałem, wlewając w siebie trzecią kratę piwa, gdy próbowałem nagrać solo czy drugą gitarę albo wokale. Bywało, że sączyłem jedno piwo przez cały dzień, tak jakbym pił kawę. Inaczej jest gdy skończymy nagrywać, wtedy przyjaciele mogą wpaść, posłuchać. Oczywiście ciągle zagadujemy ich, pijemy i siedzimy do późna, więc kładę się spać w studio. A następnego dnia walę sobie kawkę i słucham wszystkiego, co nagraliśmy i z powrotem wracam do roboty. Nigdy nie miałem tak, by powiedzieć: „stary, nie pamiętam nawet robienia tych albumów. Na tych dwóch albumach byłem tak nawalony, że nawet nie przypominam sobie, że je zrobiłem”. Znam ludzi, którzy mówili takie właśnie rzeczy. Pytałem ich: „Poważnie, stary? Chyba żartujesz?”, a oni na to: „Nie. Dosłownie nie pamiętam tworzenia tych albumów”. Ujmijmy to w ten sposób, nieważne jak szalone rzeczy działy się w BLS - kłótnie i tego rodzaju kupy, naprawdę niedorzecznie głupie gówno – zawsze pamiętałem wszystko następnego dnia.
            Oczywiście, potem się z tego śmiejemy... Ale zawsze dobrze się bawimy. Jednak jest jeszcze cały ten chaos, który się z tym wiąże. To wszystko składa się na jedną całość. Ludzie często mnie pytają: „Zakk, masz jakieś opowieści z trasy?”. A ja im na to, że nie, bo najpierw gramy koncert, potem odprawiamy nabożeństwo i tyle. Wracamy do busa i jedziemy do następnego miasta. Tak to wygląda. Dawniej, za czasów the Animal House miało miejsce najbardziej pokręcone gówno. Wszystkie moje szalone historie pochodzą właśnie z tego okresu, teraz nie mam zamiaru wychodzić i szaleć. Wracam do busa i oglądam Family Guy. Taki jest właśnie zakres tego szaleństwa.

Osiągnąłeś status “boga gitary” i dla wielu jesteś wzorem, więc pewnie każdego ranka wstając z łóżka, mówisz sobie: „Cholera! Jestem Zakk Wylde!” Powiedz nam, kogo Zakk Wylde podziwia? Wspominałeś o Tonym Iommim. Jacy jeszcze gitarzyści cię inspirują i dlaczego?

 Tak jest, powtarzam to mojej żonie za każdym razem, gdy udajemy się do sypialni! (śmiech) Jimmy Page, kocham go. Wszystko co zrobił. Niedawno też widziałem Johna McLaughlina. Whoa… Poczekaj chwilę. (Zakk rozmawia ze swą żoną, Barbaranne). Hej Kim, kochanie, oddzwonię do ciebie później. Mam teraz wizytę u lekarza – będą próbować poskładać moje plecy do kupy, żebym był sprawny na kolejne rock show. Barb ma twój numer, więc oddzwonię do ciebie, ok?

I tak też uczynił. Wieczorem o 21.25 tego samego dnia, w momencie gdy właśnie wychodziłam z biura, by skoczyć na drinka, mój telefon zaczął dzwonić. Gdy wróciłam biegiem z powrotem, na ekranie widniał napis „połączenie nieodebrane”..

Zakk zostawił mi wiadomość, że jeszcze zadzwoni, lecz jak to często bywa z niezgraniem planów dnia, minął tydzień nim udało się nam znów porozmawiać.

Część II:

Hej Kim, tu Zakk. Co tam porabiasz?

A nic, tylko czekałam na ciebie Zakk!

Tak to właśnie wygląda, dopiero się dowiedziałem, że mam żonę i trójkę dzieci!

Zatem wróćmy do naszej rozmowy. Mówiliśmy o gitarzystach, którzy cię inspirują, których podziwiasz…

Oczywiście jest nim Tony [Iommi], Jimmy Page. To właśnie oni stworzyli podwaliny dla wszystkich zespołów rockowych, które teraz mamy – styl ich riffów. Wiadomo, że wszystko ewoluuje i mutuje, ale rdzeń pozostaje bez zmian. Sabbath i Zep mieli riffy bazujące na bluesie. To jest właśnie świetne w historii, że możesz odnaleźć w dzisiejszej muzyce elementy wywodzące się z jej początków. Rozbraja mnie to u dzieciaków – pamiętam jak raz na Ozzfest podszedł do mnie czternastolatek i powiedział, że jestem powodem, dla którego sięgnął po gitarę, i że jestem jego ulubionym gitarzystą Ozziego. Odpowiedziałem mu: „Nie no, Randy  jest najlepszy”, na co on odpowiedział: „Jaki Randy?”

Poważnie?

Tak. Spytałem się go czy żartuje.  No „Randy Rhoads”, a ten dzieciak tylko  odparł „Yyy.. Ok..”. To niesamowite. Podobną sytuację miałem, oglądając mecz footballu amerykańskiego. Rozmawiałem z grupą studentów o tym jaki świetny był Walter Peyton na pozycji biegacza, Na co oni odpowiedzieli, że to już nie ich czasy. Przecież to był Super Bowl w 1985 roku, a nie w 1902! Albo gdy pytają Dereka Jeter [zawodnik drużyny baseballowej, NY Yankees] o Babe Ruth i Mickey Mantle’a, a on nie ma pojęcia kim oni są! Będąc kapitanem,  nie wiesz kim był pierwszy kapitan Yankees? Powiedział, że „nie jest pewny”.  Stary, to był Lou Gherig! Był wtedy w TV i nie wiedział tego. Ale w dzisiejszych czasach dzieciaki w ogóle nie znają historii.

Wiem o czym mówisz. Pracuję z 23latką; pewnego razu rozmawiałyśmy o dzisiejszej muzyce pop, a ona nawet nie wiedziała kim jest Madonna. Nie jestem wielką fanką Madonny, ale mam świadomość tego, ile zrobiła, że utorowała drogę wielu gwiazdom. I nieważne jak ciężko się starałam, by wyjaśnić kim ona jest, i tak dziewczyna nie miała bladego pojęcia kim jest Madonna. Ale za to wiedziała kim jest Lady Gaga.

Teraz mamy Lady Gagę i Gwen Stefani, a ludzie nie wiedzą nawet kim, do cholery, jest Madonna. Toż to pierdolone szaleństwo.

Innym szaleństwem jest wasz komiczny klip do utworu Overlord. Widać, że nie boisz się śmiać z samego siebie. Słyszałam od pewnych osób, że jeśli będą kręcić kolejną część  Życzenia śmierci czy Brudnego Harrego, to ty z chęcią pospacerujesz sobie po planie z magnum .44 w dłoni. Teraz skoro już odegrałeś swoje drugie KillBillowe wcielenie, powiedz nam co dalej?

Bez dwóch zdań! Wraz z Nickiem i Erickiem robimy film utrzymany w klimacie teledysku do Overlord. To niczym oglądanie takich dzieł jak Przekręt czy Porachunki. Widzisz tych wszystkich aktorów zastanawiając się kim oni są? Poza moimi kumplami z rockowej i sportowej branży, wszyscy moi znani, zwariowani przyjaciele zagrali w tym filmie. A że nie mają żadnych zdolności aktorskich? O to chodzi! To właśnie sprawi, że ten film będzie naprawdę do dupy! O to w tym wszystkim chodzi, ja nie chcę profesjonalnych aktorów! Chyba, że umieścilibyśmy profesjonalnych aktorów po to, by jeszcze bardziej pokazać jak reszta nie potrafi grać!

Tak dla równowagi?

Dokładnie. (śmiech) Weźmy filmy Mela Brooksa czy Quentina Tarantino – są świetne. Praca z Nickiem i Erickiem to jednak co innego. Poza kręceniem rockowych klipów, zajmują się też kinematografią. Kochają to tak, jak ja kocham grę na gitarze – tworzymy doskonały zespół. Chciałbym napisać scenariusz i wymyślić najgłupszy, najdurniejszy szajs… Ale chciałbym też stworzyć coś poważnego. Jednak jak sama dobrze to ujęłaś, to tylko kolejne „ujście”. BLS jest niczym drzewo czy statek-matka. Możesz mieć wszystkie te poboczne zajęcia. Chciałbym np. jeszcze otworzyć puby „Doom Crew Pubs”. Wiesz, ostry sos, suszona wołowina, kawa.. Wszystkie te świetne rzeczy wychodzące poza zespół.

Wspomniałeś kiedyś, że w dzisiejszy czasach wszystko staje się jednorazowe. Młodzi mają szczęście, gdy dostaną swoje pięć minut sławy, która tak naprawdę trwa parę sekund. Jaki jest według ciebie główny błąd, który popełniają gitarzyści, którzy dopiero co stają się rozpoznawalni?

 Nie wiem czy możesz zrobić cokolwiek źle, czy popełnić jakiś błąd, ponieważ przez większość czasu, gdy je popełniasz – gdy NIE podążasz według „podręcznika” –   kształtują one twój własny styl. Moim zdaniem to wszystko  – nie ważne co – ma dwie strony, niczym moneta. Jest orzeł i reszka. Orzeł to ta strona, gdzie pochłaniasz jak najwięcej, ile tylko potrafisz – nigdy nie można nauczyć się zbyt wiele. Wciąż dodajesz coś nowego do swego arsenału, nie oznacza to jednocześnie, że musisz to kiedykolwiek wykorzystać, ale masz to. Zaś  z drugiej strony, kiedy jesteś ograniczony do 5 akordów i skali pentatonicznej, to musisz nauczyć się różnych kombinacji, w których możesz wykorzystać te 5 akordów. Więc nieustannie używasz swojej wyobraźni. To tak, jakbyś dał komuś 4 czy 5 składników, z których musi zrobić różne potrawy. To tak jakbym dał ci kurczaka, a ty musisz przyrządzić
5 różnych dań z jednej piersi… Musisz poważnie pogłówkować, by rozbić te pięć akordów.

Wasz nowy album wdarł się na listy szybciej i z większą furią niż którykolwiek z poprzednich wydawnictw BLS. Co według ciebie za tym stoi? Czy twoje podejście do tworzenia lub nagrywania tego albumu uległo zmianie?

Wiesz, podwędziliśmy cymbałki Led Zeppelinom, magiczne gwiazdy były w sprzyjającej konstelacji. Również rodzina BLS wciąż się rozrasta.. Ale wisienką na całym tym torcie były oczywiście dziwki, koka i łapówki (śmiech). Wydaję mi się, że wszystko to miało w tym swój udział (śmiech). Każdy mi mówił: „Zakk, ten materiał jest martwy niczym dinozaury”. A ja udowodniłem im wszystkim, że się mylą. Numer 4. na liście sprzedaży, numer jeden na listach rockowych… A ty mi mówisz, że dziwki, koka i łapówki są martwe? Nie wydaję mi się, przyjacielu (śmiech).

Więc mamy trzy główne przykazania rocka według Zakka Wylde’a. No i nie zapominajmy oczywiście o ćwiczeniach Kegla. 

Jasne! Moje wargi sromowe są ciasne i twarde. Mogą wycisnąć więcej niż jakikolwiek koleś z branży hardrockowej. 

Wow, Zakk, to naprawdę imponujące. Zatem cztery fundamenty rocka to Łapówka, Dziwki, Kokaina i Wargi Sromowe Zakka Wylde’a. 

(Śmiech) Tak jest, Zakk dodał czwartego do świętej trójcy. Byłem w barze wczorajszej nocy i pokonałem tam wszystkich siłując się na rękę moimi wargami!

Ok, porozmawiajmy poważnie przez chwilę…

Czekaj, myślałem, że rozmawiamy na poważnie. (śmiech) 

Przejdziemy teraz do pytań od naszych czytelników. Wraz z Barbaranne intensywnie udzielacie się charytatywnie. Mya z Anglii prosiła bym podziękowała tobie i Barb za waszą pracę. Jej córka miała guza mózgu i została ona skutecznie wyleczona tutaj, w USA, a wszystko to było możliwe dzięki szpitalowi St. Jude i waszej  wspaniałomyślności. Domyślam się, że tego rodzaju historie sprawiają, że czujesz się jeszcze lepiej. Czy możesz powiedzieć naszym czytelnikom jak dostałeś  się na „filantropową” stronę rocka?

To cudowne. Tego rodzaju historie sprawiają, że to wszystko jest warte zachodu. Tak naprawdę wzięło się to z tego, że zarówno rodzice Barb, jak i moi wspierali St. Jude, więc postanowiliśmy podtrzymać rodzinną tradycję. I tak zostało. Jeżeli poprzez swoją postawę pomagasz ludziom, to po prostu postępujesz właściwie.


Opowiedz nam o swojej wytwórni płytowej, Panworkz. Jakie zespoły chciałbyś wziąć pod jej skrzydła?

Jestem skłonny przyjąć każdego. Jeżeli w holu hotelowym zobaczyłbym Sarę McLaughlin, podpisałbym z nią kontrakt od razu, z miejsca i wyprodukował jej album. Albo gdybym dostrzegł następców Guns N' Roses w jakimś barze – biorę ich. Albo superciężki zespół kroju Pantery. Świetne jest to, że w tym wszystkim chodzi o postawę nastawioną na pomoc innym. Dla mnie byłoby to porównywalne z tym, gdyby Randy Rhoads zobaczył nasz zespół i nagrał nasz album. Cholera, chyba z radości waliłbym konia cały czas! … Właśnie tę postawę w tym wszystkim kocham. To naprawdę świetna sprawa. No, ale oczywiście będziemy okradać ich ze wszystkich wydawnictw i ich  merchandise’u – tak to właśnie się robi,  zabieram wszystko, co było mi odebrane!! Zabieram to teraz! (śmiech)

Równoważy to całą działalność charytatywną (śmiech)

A jakże, więcej brania mniej dawania. Wszystko w BLS sprowadza się do równoważenia. Wspieramy St. Jude, ale zabieramy artystom i jeszcze ich gwałcimy. Jest dokładnie jak w Kronikach Seinfelda, w Black Label wszystko się wyrównuje (śmiech) 

Wróćmy do pytań od naszych czytelników. Benjy chciałby się dowiedzieć czy istnieje szansa, że kiedyś dla najzagorzalszych fanów zrobisz coś jeszcze z nagraniami Pride and Glory lub Book of Shadows? Jeżeli tak, to czy zrobisz to pod szyldem BLS, czy znajdziesz nowy skład?

Wraz z BLS planujemy pod koniec stycznia zająć się DVD zatytułowanym Unblackened, na którym gramy akustyczny set. Znajdzie się na nim przekrojowy materiał, włączając w to starsze rzeczy z Pride and Glory czy Book of Shadows. Wiadomo, mamy parę łagodnych piosenek na każdym albumie. Wzięliśmy też garść utworów specjalnie z myślą o wydaniu wersji deluxe. I tak, na przykład zrobiliśmy wersję akustyczną Overlord. Nie mamy żadnych ograniczeń. Jednak nie sądzę, żebyśmy mogli dać tego rodzaju sześciogodzinne show na żywo.

Ale czy tutaj przypadkiem nie pomogłaby kokaina?

Cóż (śmiech) Może by i pomogła. Po viagrze i kokaine moglibyśmy wystać te 6 godzin i nawet nie trzeba by było wzywać lekarza! (śmiech)

Kolejne radosne pytanie od twoich fanów. Jon chciałby się dowiedzieć ile byłoby trzeba ci zapłaci za to, byś ogolił swą twarz do gołej skóry? Wspomina, że właśnie skończył oglądać DVD ZZ Top.

Pamiętam, że oferowali coś takiego ZZ Top na Super Bowl. Mógłbym to zrobić za nie aż tak wielką sumę. Po prostu po otrzymaniu całej kasy, zacząłbym zapuszczać ją z powrotem – nie ma problemu. Gdyby dali mi kupę kasy, sporą część przekazałbym St. Judes.

Dobra, dobra Zakk. Poważnie oddałbyś to wszystko na charytatywność?

Wiesz, jak już mówiliśmy, byłby to czyn równoważący – część przekazałbym St. Judes,
a część dilerom koki i dziwkom za ich ciężką pracę! (śmiech) To kwestia dbania o wszystkich! 

Zatem możemy oczekiwać DVD. Czego jeszcze nasi czytelnicy mogą spodziewać się po obozie BLS w tym roku?

Prowadzimy rozmowy z kompaniami piwnymi, producentami kaw. Producentami wszystkiego, co może sprawić, że poczujesz się nagle chory - kocham to! (śmiech)

Zakk, wiesz, że to sprawi, że będziesz marketingową dziwką, i mówię to z pełną życzliwością!

Taa, kocham to... Ale przecież ja używam tych wszystkich produktów! Nigdy nie rozumiałem gości, którzy reklamowali wzmacniacze Marshalla, a grali na innych. To tylko kwestia sprawienia, by te rzeczy stały się czymś, czego sam byś pragnął.

Słuszna uwaga. No cóż Zakk, nasz czas dobiegł końca, a taśma mi się już skończyła. Dziękuje ci za tę podwójną rozmowę. Powodzenia na dalszej części trasy i we wszystkim, w czym maczasz palce – w szczególności, w ćwiczeniach Kegla.

(śmiejąc się) Dzięki Kim! Też się trzymaj.



No comments:

Post a Comment