So let's switch to Polish again!
Mam dla Was tłumaczenie wywiadu z reżyserem tak nieprzeciętnych dzieł jak Requiem dla snu,
Źródło, czy jeszcze świeży i jak najbardziej godny polecenia, Czarny łabędź.
Oryginał możecie znaleźć TU.
Zapraszam do lektury!
---
Tłumaczenie: Krystian Iwaniuk,
Tekst oryginału: Robert Beames.
Darren Aronofsky: „Nie potrafię zrobić plié! W zasadzie potrafię, ale potem nie byłbym w stanie wstać.”
Zarówno Czarny łabędź, jak i Zapaśnik koncentrują się na podobnych do siebie bohaterach – łączy ich praca na scenie. Co jest dla ciebie tak fascynującego w odtwarzaniu roli, występowaniu na scenie?
Cóż, najbardziej lubię współpracować z aktorami i czuję, że w tym co robią, jest wiele magii, więc wydaje mi się, że jestem po prostu bardzo tego ciekaw. Lecz w przypadku tych filmów chodzi o artystów, którzy używają swych ciał, by wyrazić swą sztukę. A fascynujące jest w tym to, że zajmując się zupełnie różnymi rzeczami, w zasadzie traktują swe ciała w ten sam sposób i ciążą nad nimi bardzo podobne presje.
A czy mógłbyś robić to, co oni?
W jakim sensie? Nie potrafię zrobić plié! W zasadzie potrafię, ale potem nie byłbym w stanie wstać.
Chciałbyś kiedyś występować czy jesteś w pełni zadowolony, stojąc po drugiej stronie kamery?
Być aktorem? Nie, nie jestem zainteresowany graniem… Dla mnie to [udzielanie tego wywiadu] jest najbliższą formą występowania, jaką potrafię osiągnąć. To nie jest po prostu dla mnie. Zawsze byłem nieśmiały. To nie była moja broszka. Wydaje mi się, że wolę doświadczać emocji innych ludzi i próbować pomóc im odnaleźć miejsca i tego typu rzeczy, być tego świadkiem i później poskładać to w całość. Jestem bardziej gościem od planowania, tak mi się zdaje.
Aronofsky z Vincem Casselem na planie Czarnego łabędzia
Czy twoja siostra była związana z baletem?
Tak, moja siostra Patti.
Czy zaobserwowałeś osobiście tego rodzaju rywalizację i aspiracje, jakie są przedstawione w filmie?
Nie bardzo, były one zupełnie niewidoczne. Patti uprawiała balet cały czas prawie do końca swych nastoletnich lat, traktując go bardzo poważnie. I to było coś bardzo ważnego dla niej, a czego ja nigdy nie zrozumiałem. Gdy zacząłem robić filmy fabularne, pomyślałem, że to właśnie byłby interesujący świat do zbadania, ponieważ sam nigdy nie rozumiałem o co w nim chodzi. A gdy kręcisz film przez dwa lata, dążysz do najwyższego poziomu we wszystkim, czym się zajmujesz, więc pomyślałem, że to może być niezła zabawa.
Zatem co było inspiracją dla wydarzeń dziejących się w twoim filmie?
Czytałem Sobowtóra Dostojewskiego, który opowiada o facecie, który po przebudzeniu stwierdza, że ktoś go zastąpił i przejął jego życie, i pomyślałem, że jest to dobra, a zarazem przerażająca rzecz – pomysł, że ktoś mógłby zabrać ci twoją tożsamość - do której ludzie mogliby się odnosić. I potem poszedłem na Jezioro łabędzie, którego wcześniej nie widziałem. Miałem świadomość tego, że będą tam dziewczyny ubrane w baletowe spódniczki, lecz nie wiedziałem nic ponad to. Jednak widząc potem tancerkę, odgrywającą rolą zarówno czarnego łabędzia, jak i białego łabędzia, miałem swego rodzaju moment olśnienia, ponieważ pomyślałem: „to jest lepsze niż Sobowtór”. Bo ona właściwie gra dwie zupełnie różne postacie, rywalizujące o miłość księcia, więc był to dobry punkt wyjścia.
Natalie jako Nina w Czarnym łabędziu
Wszystkie twoje filmy opowiadają o destruktywnej stronie obsesji. Skąd to się u ciebie bierze?
Nie wiem. Wydaję mi się… Hm, nie wiem. Po prostu tam jest. Wydaję mi się, że mógłbym się z tym wybrać do analityka…
W wywiadzie o Requiem dla snu opowiadałeś o tym, jaką miałeś obsesję na punkcie filmu, wspominając, że wcześniej nie miałeś żadnej obsesji, aż do momentu poznania kina…
…Szczerze mówiąc wydaje mi się, że mam to już za sobą. Nie czuję już takiej obsesji na punkcie filmów. Praca z Mickey Rourke w jakiś sposób zmieniła moje podejście do robienia filmów, ponieważ nie miałem nad nim żadnej kontroli. Polegało to bardziej na umieszczeniu go w pokoju z masą ‘zabawek’, puszczając go wolno by następnie być z nim w danej chwili, kręcąc ją zarazem – było to dla mnie swego rodzaju graniem. By z nim pracować musiałem stać się do pewnego stopnia aktorem i bardzo podobała mi się ta część pracy. Po tym doświadczeniu zacząłem patrzeć na współpracę w inny sposób. Po prostu przygotowujesz przestrzeń, na której zbierasz jak najwięcej świetnych i skoncentrowanych na grze ludzi – i masz plan – lecz jesteś otwarty na to, by zobaczyć co z tego wyniknie. Sprawdza się to w szczególności z artystami i aktorami; chodzi o stworzenie otoczenia, gdzie będą mogli robić to, co chcą robić.
Darren z Mickey'em na planie Zapaśnika
Czy w taki właśnie sposób podszedłeś do Czarnego łabędzia?
Oczywiście. Zabawnie było pracować z tym młodzikiem, dopiero zaczynającym muzykiem, Brucem Springsteenem [śmiech], który nagrał dla nas piosenkę zatytułowaną The Wrestler. Jest tam wers “have you ever seen a one-legged dog walking down the street?” [czy widziałeś kiedyś jednonogiego psa idącego ulicą?]. Wszyscy siedzieliśmy, montując film i rozmawialiśmy, „potrafię sobie wyobrazić trzynogiego psa idącego ulicą, potrafię sobie wyobrazić dwunogiego psa idącego ulicą, ale czym do cholery jest jednonogi pies idący ulicą?”. Po tym jak Bruce zdobył Złotego Globa za ten utwór, wybraliśmy się na parę drinków i spytałem go „więc Bruce, czym do cholery jest jednonogi pies idący ulicą?”, na co on odparł „wiesz, czasami poezję odnajduje się w błędach”. Nie powiedział, że to on popełnił błąd! Jestem Bruce Springsteen, ja nie popełniam błędów. Ale wydaje mi się, że chodziło mu o to, że z rzeczy nie mających zbytniego sensu często rodzą się tajemnice – i to właśnie wydało mi się naprawdę interesujące.
Czarny łabędź musiał być niesamowicie wymagającą rolą dla Natalie. Jak pomagałeś jej poradzić sobie z fizycznymi i psychicznymi wymaganiami?
Wydaje mi się, że psychiczne wymogi były ciężkie. Lecz w porównaniu do fizycznych były niczym, czego nie rozumiałem, aż do momentu faktycznej pracy nad filmem. Natalie z tego co kojarzę, spędziła rok, trenując balet po pięć godzin dziennie, co było dla niej naprawdę wyczerpujące. Zebranie pieniędzy na produkcję zajęło naprawdę dużo czasu, a film ciągle przekładano, i za każdym razem, gdy go przekładano o kolejne trzy tygodnie, musiałem pójść do niej i powiedzieć jej o tym, ale ona przyjmowała to z uśmiechem. Nie miałem pojęcia ile wycierpiała, dopiero ostatnio to sobie uświadomiłem. Mówiła: „Kolejne trzy tygodnie migdałów i marchwi, zabiję się!”. Było jej naprawdę bardzo, bardzo ciężko to osiągnąć. Większość baletnic zaczyna tańczyć w wieku czterech lat, a ich ciała w ogromnym stopniu ulegają przekształceniu: ich stawy stają się niesamowicie rozciągnięte, a biodra są silnie wykręcone, by móc wykonywać najbardziej skomplikowane pozycje. Próbowanie oraz odtworzenie tego było naprawdę ciężkie. Lecz staraliśmy się otoczyć ją jak największą ilością ludzi z najwyższej półki, którzy wiedzieli co robią i mogli się o nią zatroszczyć, tak samo jak my.
Czy przemknęło ci kiedykolwiek przez głowę, by zatrudnić prawdziwą tancerkę?
Nie, rozmawiałem z Natalie o tym projekcie już jakieś osiem lat temu i przez te osiem lat męczyła mnie, wypytując o niego i mówiąc „Robię się już za stara by grać baletnicę!”. Więc tak naprawdę nie myślałem o nikim innym do tej roli. Jednak uwierz mi, były takie momenty, gdy ona wciąż trenowała, a przed nami była jeszcze długa droga do przebycia, i wtedy myślałem sobie: „To się może nie udać, powinienem poszukać prawdziwej tancerki”. Lecz potem pomyślałem, że próba znalezienia baletnicy, która grałaby tak dobrze jak Natalie Portman jest niewykonalna, tak samo jak próba znalezienie tancerki, która byłaby równie piękna, co Natalie Portman byłaby równie trudne do wykonania. Ogólnie było naprawdę ciężko, ale czułem, że Natalie jest tą jedyną.
Wspominałeś, że David Cronenberg cię inspiruje…
Zgadza się…
…I te inspiracje są bardzo widoczne w deformacji ciała głównej postaci Czarnego łabędzia. Co takiego jest w jego dziełach, że cię fascynuje?
Cóż, gdy zaczynałem jako młody reżyser, jego filmy były dla mnie po prostu świetne. Jego ‘biologiczne’ horrory są niedoścignione, a elementy fizjologiczne są fantastyczne, Cronenberg jest zawsze inteligentny, odmienny i unikalny.
Clint Mansell zrobił świetną robotę, tworząc muzykę do filmu. Jakiego rodzaju wskazówki mu dawałeś?
Jednym z głównych powodów dla których zrobiłem ten film, był Clint. Byłem podekscytowany tym, jak sobie poradzi, biorąc na warsztat takie arcydzieło jak Jezioro łabędzie i zamieni je w muzykę filmową. Większość ludzi na świecie kojarzy Jezioro łabędzie pod postacią królika Bugsa i Elmera Fudda polującego na kaczora Daffiego, więc wiedziałem, że będzie dużym wyzwaniem sprawienie, by ta muzyka brzmiała świeżo, wymyślić ją na nowo dla tego filmu. Clint w zasadzie przesłuchał ją, zdekonstruował, a następnie jakby z powrotem złożył w całość, czyniąc ją przerażającą. Następnie nagraliśmy ją z 80-osobową orkiestrą i w końcu zyskała własną formę.
Z Ellen Burstyn na planie Requiem dla snu
Jak się czujesz z faktem, że muzyka Clinta do Requiem dla snu została przywłaszczona do celów reklamowych?
Wnerwia mnie to bardziej niż Clinta! Jest fanem Birmingham Wolves [Wolverhampton Wanderers] i był na ich meczu, gdy zagrali Requiem na wejście jego zespołu. Jak widać nie przeszkadza mu to tak, jak mnie. Mnie to po prostu wkurwia. Wiem, że są gdzieś tam dzieciaki, które pierwszy raz ją słyszały w grze Lord of the Rings i potem mówią, że „ten reżyser to gówno. Ukradł muzykę z tej gry!” Nie! To nasza muzyka, którą stworzyliśmy. Słyszałem też, że jakaś węgierska partia faszystowska zaczęła jej używać do własnych celów, i musieliśmy im wysłać zawiadomienie o zaprzestaniu wykonywania tej działalności. Zatem, Clint to uwielbia, bo na tym zarabia i może utrzymać swój tłusty styl życia, ale ja nie mam z tego złamanego centa, więc mnie to po prostu wkurwia!
Porozmawiajmy trochę o komiksach. Jak ci się pracowało nad Źródłem? Jak wiele kosztował cię odzew krytyków i publiczności po obejrzeniu filmu i jak udało ci się po tym dojść do siebie?
Świetnie się bawiłem kręcąc Źródło. Zrobiliśmy film tak, jak chcieliśmy zrobić, więc tak naprawdę nie było żadnego dochodzenia do siebie. Wciąż parłem na przód. Zapaśnik był czymś, co rozwijałem przez lata i co w końcu zaczęło przybierać konkretną formę. Pracowałem z Robem Siegelem, scenarzystą, przez jakieś trzy lata i gdy potem pojawił się pomysł, by Mickey Rourke zagrał główną rolę, cały ten projekt stał się dla mnie jeszcze bardziej ekscytujący, bo jako dzieciak byłem jego wielkim fanem. I w końcu to wszystko jakoś zaiskrzyło.
Czy gdybyś nie nakręcił Źródła, oznaczałoby to większy budżet dla Zapaśnika?
Nie. Ludzie mówili, że „reakcją na to jak bardzo efektowne było Źródło, był powrót do naturalizmu”. Lecz to nie do końca prawda. Widziałem filmy braci Dardenne tuż po zrobieniu Źródła i zmieniło to w pewnym stopniu mój świat. Powiedziałem sobie „wow, zrobienie czegoś tak naturalistycznego byłoby całkiem ekscytujące, byłoby niezłą zabawą”. Czułem, że moje pierwsze trzy filmy, Pi, Requiem i Źródło, stworzyły pewien rozdział w moim życiu. Te trzy filmy są powiązane ze sobą na wiele sposobów. Chciałem zatem po prostu wymyślić siebie na nowo i spróbować zrobić coś innego.
Z Hugh Jackmanem i Rachel Weisz na planie Źródła
Powiedziałeś kiedyś, że gdy patrzysz na Requiem dla snu nie poznajesz zupełnie faceta, który go nakręcił…
…Tak, to prawda. Tak się właśnie stało. Uznaję to za dobrą rzecz, gdyby tak nie było, cała energia by znikła. Musisz się po prostu otworzyć na to, co się w danym momencie dzieje i coś z tego stworzyć. Bo jeżeli usiłujesz trzymać się jednej koncepcji… To dla mnie jest to po prostu martwe.
Wróćmy do Czarnego łabędzia. Jest to prawdziwie katartyczna, z wyczuciem opowiedziana historia o tym, czym tak naprawdę jest kobiece przeżycie. Czy ty też odbierasz go w ten sposób?
Dla mnie magia kina polega na tym, że można zrobić film o 55-letnim, umierającym zapaśniku, a potem nakręcić film o 20-paroletniej ambitnej baletnicy, i jeżeli gesty są prawdziwe, to płeć nie ma żadnego znaczenia. Wszyscy jesteśmy ludźmi i nie wiem czy jest to kobiece przeżycie czy męskie przeżycie – te różnice są o wiele mniejsze niż nam się wydaje.








No comments:
Post a Comment